Piotr Gajdziński tak pisze o Mateuszu Morawieckim, który przed wejściem w politykę był prezesem potężnego banku BZ WBK. – Przytłaczająca większość osób obejmujących stanowisko szefa wielkiej instytucji finansowej ma poczucie, że dotarła na szczyt, osiągnęła najwyższy stopień życiowej kariery. Oczywiście, to ludzie ambitni, którzy wiele poświęcają, aby zmienić kierowany przez siebie bank, zwiększyć jego efektywność, uczynić go bardziej przyjaznym dla klientów, nowocześniejszym. Dla Mateusza Morawieckiego bankowa prezesura była tylko przystankiem w drodze do dalszej kariery. W polityce. 

Morawiecki chce być prezydentem

Nieoczekiwaną deklarację w zacisznym gabinecie w bankowym gmachu Morawiecki miał wygłosić już w 2007 roku. Gajdziński – ówczesny rzecznik prasowy banku – usłyszał od niego podczas spotkania bardzo szczere wyznanie. – Myślisz, że mnie interesuje zwiększanie lub zmniejszanie oprocentowania kredytów czy depozytów o 1 lub 2 procent? Że na tym zamierzam poprzestać? Moim prawdziwym celem jest polityka, obszar, w którym decyduje się o daleko ważniejszych kwestiach niż kredyty i depozyty – miał powiedzieć Morawiecki.

– Kilka lat później, w 2009 lub na początku następnego roku, uściśli, że jego życiowym celem jest zostanie prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej. Powtórzył to przynajmniej jeszcze jednej osobie pracującej w banku – pisze Gajdziński